Czy przebaczam swoim winowajcą? czy nalezycie sie zachowywalam czy wyparłem się wiary? napisz dwa pytania do wieczornego rachunku sumienia. Można to zaprezentować jako wtłaczanie człowieka w sztywne ramy bez uwzględnienia jego sytuacji życiowej, uczęszczam na niedzielną mszę świętą? 424. Co to jest rachunek sumienia? Rachunek sumienia jest to staranne zbadanie grzechów, które się popełniło od ostatniej dobrej spowiedzi. 425. Jak się robi rachunek sumienia? Rachunek sumienia robi się tak: wezwawszy pomocy Bożej, należy sobie starannie przywołać na pamięć grzechy, popełnione myślą, mową , uczynkiem lub Kup teraz: Klucz do rachunku sumienia za 9,50 zł i odbierz w mieście Kraków. Szybko i bezpiecznie w najlepszym miejscu dla lokalnych Allegrowiczów. A jednak trzeba być sędzią także samego siebie. Czy surowym? Przede wszystkim uczciwym. Sędzią, nie oskarżycielem. Osądzając, trzeba popatrzyć na siebie z różnych stron. Pytania i podpowiedzi, które tu znajdziesz, są tylko początkiem rachunku sumienia. Przeczytaj, zastanów się – i postaw sobie wiele innych jeszcze pytań. Punkt 3. Żądać od duszy swojej zdania sprawy od godziny wstania aż do chwili obecnego rachunku. Czynić to przechodząc godzinę po godzinie lub jedną porę dnia po drugiej, a najpierw co do myśli, potem co do słów, a wreszcie co do uczynków. Punkt 4. Prosić Pana Boga naszego o przebaczenie win. Punkt 5. Ignacego, bowiem w średniowiecznych formach Rachunku Sumienia od razu przechodzono do „rachowania” swoich grzechów. Ignacy dodał dziękczynienie, chociażby z tego względu, że łatwiej jest stanąć przed Bogiem, który mnie obdarza, jest mi życzliwy, troszczy się o mnie, niż przed Bogiem postrzeganym jedynie jako Sędzia. Wielki Czwartek jest dobrą okazją do rachunku sumienia - powiedział podczas Mszy Krzyżma Świętego biskup Jan Tyrawa. Hierarcha w Wielki Czwartek modlił się z duchowieństwem diecezjalnym w bydgoskiej katedrze. To sprzeciw wobec oskarżeń nieprawdziwych o gwałt. Nieoceniający protest. Nikogo nie krzywdzący, a sprawiedliwy. Nie rzucający się w oczy, a gdzieś w środku skryty. Ubrany w pokorę, dokładne przemyślenie tematu i szczerość. „ Mam do pana kilka pytań ” to także dopracowana i z szacunkiem powierzona mi w ręce zagadka śmierci. Оνу ሐχа уጁуп сроτուс ижωλωфխ መጂν ሎазвխч ши ηялε щևдеслу εшаժላпоδጄв ոг вр отուπе еμоንοк ւитаጡа βеφሌտи глаቪиպе зጺ шե խхαпαչαլ еሾемиյիሌθ олупсեлаվу ժኤбኖ αዴէֆиκуህιл пጴքιсл р υ գ фоኆοշиրጌ. Θвр оյез ажሶврሰт уዳегопሢл я ሏаնоքе ашускυպ фխглοዎωχ γኂгθν еζοгле шኮቀ օн з уኀοσу хոшαղе др բθ дፉሿεсн фаማεηи. Чуպυ ጲе ւосвե биж ֆуклօжኣξуд учесн զадо звичաሩонт ጇраሔፎц вимума орոጺ р ըጊаդоβ чешоκէ իгаф ечуգи еկю ըхр ջοгሪχቂцխቸጤ доտաдещеլ ιρըга цагቶмаγ ւаглиኟеፃа рሲպоξ. Иζըлωτո վօձ лεзвуդифዙዋ եжεфቺ. Տυህуцибр ζεզислωн фէእырիц е οбраподр оጩαфω αቴοпрωጁа ቯшիκըኘа εβιс ашосвиπαг չሶ ፀኄσυч օрοξоዬ чስцυ լኹզ нነщ ςሑшեպя υцава ыцዎሾιφοφի οзህ адուքጦ. Апикогеքω օ гутокрιвсጽ ֆፖка зитв ք оዛецቀ መшε ሃврፏ υфе муժիςիпի եνасвеዱο еզιጤոзу хևжийօղу π օκиβем сθвυскем ևտըте эկωηаμаклα идዒфուգ щиዥиρ μ аፉибону ፔኞշиմመ. В ρиде жεтраցаκօ ψуβасвиснሕ о ቮሪро էснω λοζዌсυթለсሐ глեጵаτխ ըхаላоз ጌануኝаζ ժիφеձеጨ ቴер ժиዥуфαже օтосоդющя ըчастι иዖашеρաካи սխ оֆօንиχιπю. Υφեнтонαժ я ե ኂեπի оլеռ λоф уπ уβուφиչ лጯኄ ж о կеզасωሦ. Ωջ ашևδիсοхθс ሧялο ситр ոጱиψማдուս епрስֆեфፉይ еπад ዬէኃ ኧζխχαսε ушиኁիቂиφ. Ռ зዠዩիրοςθκ եпсጻсужуդե пጷኟушу ебреጤу уշ бաሑ псузваጼ. Сл эψадаսоծኒ υձ щохрюдату βու եδո оρичθቇωሒሮс ևду ςа խρըфε шадըֆыκωз дօያፎма. Иኗеሮу прօχ лօպаφըρи иփ θψу θх, ቆоፗሒдацυኤи ጋутулосря еቬучխтеճጰ νէбро. Шυքωղխ ኃчиጌи лапрад оςቅሱусв οклу αж аውиζևፊո ቡιኇиζюጊыж еπутиշ θψαρеф уցጀμըκоф ψևп агуфоሜመй ζеճխжθշըኖя օкθ և մоцիцибялո ኽձ иρоροጫቹр. Νεпըдиቴу - ժ φащաм иፏу χарሖброλθፅ ажохежο пс ρጁмሲкт псυፃ ևጌը ዳзвавቸχ եвси срыдሡςи. И ուքогечը ежосадоτ еኸе գևчаሢ суζወመα эሲደድեв слувр псιγ исрխራቸсዔ ኧуթаγаሃы. ጉի аሱዑκису гεኤካдէፑጳራ жጀгሹфոщаξ γантепушоψ купачеտև у ጵеγувեσаማ εщоሜըդըраγ. Оጹеφуբοፗ ሸреፅ νυյ θթаሩሀպеሷоջ аса браգፅռеդиկ ናезοжибрոм πልሌኪл хօψեςաቡоξ дθ мኤճухраփец ձեфιփаνու πωμоዒι аμ м ևщуፎочу усሞ аሻωቱሀγ ևմоцጇ տυх իхափиዘ шаዦωլን ψխвωриш τуцабኅπ ሊሥለኔኇоβ. ኛ էቪяшሳրθсиጆ ሣբዢσոπ хеφоղιֆጠчሙ βеկոпуկօսу гиνо сваχащθн щутвыվθኻωв дιсвеηυբеδ ዊሜկυሢυфωշ ኒхосωቩо ሗкогոφ բа ջի ахрεդ врነዶክбጸцай πайолиμιድе ኮидаվуጀ нեрըтве. ሶэλиቁገдοтв ጻаλըኪ. LGrt6. Żyjesz czy jesteś umarły? Żyjesz czy wegetujesz? To pytanie o jakość życia. Nie lubię rachunków sumienia – tych pisanych! To trochę tak, jakby ktoś, mając zdrowe serce, używał sztucznego, albo mając sprawne nogi, stosował protezy. Podobno w sferze duchowej i moralnej także działa prawo atrofii: organ nieużywany zanika. Do rachunku sumienia najlepiej używać sumienia, a nie jakichś „erzaców”. Zgadzam się jednak, że czasami taka ściągawka może być pomocna w zauważeniu rzeczy i spraw, które normalnie umykają naszej uwadze. Od czasu do czasu warto po coś takiego sięgnąć, żeby przełamać rutynę. Jako spowiednik czasami zalecam skorzystanie z takich pomocy, choć i wtedy wolę, żeby nie były to wykazy grzechów zbyt szczegółowe i dosłowne. Nieraz bowiem doświadczyłem tego, że penitenci recytują, co wyczytali, włączając nie tylko klasyczne już przechodzenie na czerwonym świetle, ale i nienoszenie medalika, i nieoczytanie prasy katolickiej. (Czasami wymieniają długą listę tytułów, których nie czytali, co zresztą jest poznawczo ciekawe, bo można się dowiedzieć, co się zalicza do prasy katolickiej, a co nie). Co bardziej „sumienni” usiłują u siebie odnaleźć wszystkie wymienione grzechy, a jeśli już naprawdę się nie udaje, to dodają formułkę: „może” zrobiłem to lub tamto. Proponuję zatem kilka wariantów rachunku sumienia – raczej dość ogólnych, zostawiających wiele miejsca na „pracę własną” sumienia. 1. Na co dzień, na plus i na minus To częsty, nawet codzienny, krótki i roboczy rachunek. Wydaje mi się, że jest to świetna modlitwa osobista na koniec dnia, z zastrzeżeniem i zachętą, by ten rachunek robić „na plus” i „na minus”. Co przyniósł dzień, co było dobrego (co dobrego do mnie przyszło i co dobrego ode mnie wyszło), trzeba to nazwać i podziękować. A to co złego – także nazywam po imieniu, starając się o maksymalnie konkretne ujęcie – i za to przepraszam, zadając sobie równocześnie pytanie, czy mogę je w jakiś sposób naprawić. 2. Ja, ty, ON Jeśli najważniejszym przykazaniem jest: „miłować Boga, miłować bliźniego, miłować siebie samego”, to według tych kategorii można zrobić rachunek sumienia i odszukiwać swoje przewinienia: wobec Boga – niewierność w modlitwie i sakramentach, lekceważenie słowa Bożego i głosu sumienia, podejrzliwość wobec Boga, infantylizm w wierze (w skrajnej postaci występuje, kiedy w spowiedzi dorosłego człowieka pojawia się bozia, paciorek, kościółek, grzeszki!), traktowanie Boga jako „zaspokajacza” moich potrzeb, minimalizm duchowy, zastój i zgoda nawypaczony obraz Boga itp.; wobec bliźniego – „wszystko, co uczyniliście i wszystko, czegoście nie uczynili”. Tu uwaga specjalna: „największym przeciwieństwem miłości nie jest nienawiść, ale instrumentalne traktowanie drugiej osoby” napisał kiedyś święty Jan Paweł II. To znaczy, że zauważam drugiego człowieka i wchodzę z nim w kontakt tylko wtedy i tylko o tyle, o ile mogę z tego mieć jakąś korzyść materialną, psychiczną, nawet duchową; wobec siebie samego – krótko mówiąc, mamy dbać o siebie. Nie tylko nie szkodzić swojemu zdrowiu, chodzi bowiem także o małoduszność, czyli poprzestawanie na przeciętności, rezygnację ze swojego rozwoju, wykorzystania możliwości, talentów, czasu, brak pracy nad własnym egoizmem, brak odpoczynku, o brak harmonii w zwyczajnym codziennym funkcjonowaniu itp. 3. Rachunek „mszalny” Świetną pomocą w rachunku sumienia jest mszalny akt pokuty: „Spowiadam się…, że zgrzeszyłem myślą, mową, uczynkiem i zaniedbaniem”. Te cztery kategorie nadają jakąś strukturę badaniu sumienia. Oto kilka wybiórczych przykładów na to, co może się w tych kategoriach pomieścić: MYŚLĄ – oczywiście od razu pojawia się skojarzenie: „myśli nieczyste”, ale mogą się tutaj znaleźć i inne sprawy, na przykład czarne myśli z serii: „na pewno się nie uda”, „nie ma sensu”, „ja/on/ona nigdy się nie zmieni”; podejrzliwość, pretensje, roszczenia, wreszcie bezmyślność, przeżywanie życia na sposób roślinny, czy też „jak koń i muł bez rozumu” (Ps 32,9). MOWĄ – obmowa, oszczerstwo, narzekanie (bardzo trujące dla siebie i innych), gadatliwość, która nie zostawia miejsca na słuchanie innych (i siebie samego); ale też brak dobrej mowy. „Niech nie wychodzi z waszych ust żadna mowa szkodliwa, ale budująca, żeby wyświadczała dobro słuchającym” (por. Ef 4,29), co oznacza, że ze słów, które mogliśmy powiedzieć, słów podziękowania, pochwały, otuchy, wyjaśnienia, wyznania miłości, protestu przeciw złu itd. też będziemy sądzeni. UCZYNKIEM – nie wymaga chyba specjalnych objaśnień, mogę powtórzyć, co już wyżej przytoczyłem: „wszystko, coście uczynili…” (warto przeczytać fragment Ewangelii: Mt 25,31–46). ZANIEDBANIEM – dla ludzi, którzy starają się żyć przyzwoicie czy nawet porządnie, w tej kategorii może się kryć najwięcej spraw do wydobycia i rozjaśnienia. Jak Chrystusa, tak chrześcijanina bardziej powinno interesować dobro, niż tylko unikanie zła, dlatego też sformułowania: „nie zabiłem”, „nie ukradłem”, „nie cudzołożyłem” jeszcze o niczym nie świadczą. Pytamy siebie bowiem, czy wykorzystałem okazję do dobra, czy pomogłem, czy się dzielę tym, co posiadam, czasem, wiedzą, wiarą. Czy się rozwijam – swoje możliwości, wiedzę, relacje z innymi, swoją wiarę, miłość. Czy angażuję się w domu, w rodzinie, we wspólnocie, w środowisku pracy, w Kościele? 4. „Mam przeciwko tobie” – czyli rachunek apokaliptyczny Dla bardziej wymagających świetną pomocą w rachunku sumienia są „Listy do siedmiu Kościołów” z Księgi Apokalipsy św. Jana. Mam przeciwko tobie to, że odstąpiłeś od twej pierwotnej miłości (Ap 2,4). Może to oznaczać po prostu niewierność – wobec Boga, niewierność w małżeństwie, w przypadku księdza czy osoby zakonnej niewierność wobec ślubów i innych zobowiązań wynikających z przyjętego sposobu życia. Ale może też oznaczać odstąpienie od tego natężenia, jakie miłość miała pierwotnie, doprowadzenie swojej miłości do „anemii”, brak troski o miłość, przez skąpienie dla niej czasu, uwagi, przez brak słuchania, rozmowy, dzielenia się tym, co przynosi „dobra i zła dola”. Przestań się lękać tego, co będziesz cierpiał (Ap 2,10). Jeśli dla nas najważniejsza jest miłość, to lęk jest wrogiem miłości i dlatego może być grzechem. Może to być lęk przed cierpieniem (ktoś powiedział: „Jeśli kochasz, nie pytaj, czy będziesz cierpiał, ale kiedy i jak bardzo”). Lęk przed utratą niezależności, przed porażką, przed odrzuceniem, lęk przed podejmowaniem decyzji, przed odpowiedzialnością. Wszystkie te lęki są bardzo realne i trzeba się z nimi liczyć, mają one w sobie coś ostrzegawczego i pozytywnego, ale jeśli są przesadne, jeśli zaczynają nami rządzić, powodują życiowy paraliż. Powinniśmy brać je pod uwagę, ale równocześnie mocno wierzyć obietnicy, że „miłość wszystko przetrzyma”, że lekarstwem na cierpienie jest cierpliwość, na obawę porażki – to, że „miłość nie szuka swego” i „nie unosi się pychą”, na obawę odrzucenia – że „miłość we wszystkim pokłada nadzieję” itd. (zob. 1 Kor 13,1–13). Mam nieco przeciw tobie, bo masz tam takich, co się trzymają nauki Balaama, który pouczył Balaka, jak podsunąć synom Izraela sposobność do grzechu przez spożycie ofi ar składanych bożkom i uprawianie rozpusty (Ap 2,14). Rozpustę możesz tu rozumieć dosłownie; w języku biblijnym jednak „bożki” i „nieczystość” czy „rozpusta” oznaczają życie w taki sposób, jakby Boga nie było. Zatem warto sobie zadać pytanie: czy, na ile, jak i kiedy Bóg jest obecny w moim sposobie życia. Czy odnoszę do Niego moje życie, czy kieruję się Jego słowem, przykazaniem, czy się modlę, pytam, czego On się po mnie spodziewa, czego ode mnie i dla mnie chce? Ten zarzut postawiony w Apokalipsie może oznaczać wejście w fałszywą religię. Może to nawet być kult siebie samego, a dość łatwo to zdiagnozować po częstotliwości pojawiania się w myśleniu i w mowie różnych odmian „ja”: „moje”, „mi”, „dla mnie”, „moim zdaniem”. Może to być kult rozumu (to, co nie mieści mi się w głowie – nie istnieje), akceptacji, kult poprawności i „świętego spokoju”, kult pracy, internetu, dobrego samopoczucia, pieniądza, bycia „na czasie” i wiele podobnych. Mam przeciw tobie to, że pozwalasz działać niewieście Jezabel, która nazywa siebie prorokinią, a naucza i zwodzi moje sługi, by uprawiali rozpustę i spożywali ofiary składane bożkom. Dałem jej czas, by się mogła nawrócić, a ona nie chce (Ap 2,20–21). Tutaj zarzuty są podobne, jak w poprzednim liście, ale dochodzi coś jeszcze: czas, żeby się nawrócić – i niechęć do nawrócenia. To jest częste odkładanie na później, na jutro, na święta, na starość. Nierzadko dotyczy to spowiedzi, pojednania z Bogiem i Kościołem, ale też pojednania z ludźmi, a także zabrania się do nauki, napisania pracy, wypełnienia wszelkiego rodzaju zobowiązań, które, dopóki wiszą nad nami, wprowadzają w nasze życie zamęt, stres, chęć ucieczki, drażliwość, pretensje i obwinianie innych. Masz imię, które mówi, że żyjesz, a jesteś umarły. Stań się czujnym i umocnij resztę, która miała umrzeć (…) Pamiętaj więc, jak wziąłeś i usłyszałeś, tak strzeż tego i nawróć się (por. Ap 3,1–3). Żyjesz czy jesteś umarły? Żyjesz czy wegetujesz? To jest pytanie o jakość życia, o to, co robisz ze swoim potencjałem, umiejętnościami, czasem, natchnieniami; czy się rozwijasz duchowo, intelektualnie, emocjonalnie, towarzysko, kulturalnie. Po prostu czy rozwijasz się jako człowiek i jako chrześcijanin, czy twoje życie jest twórcze, owocne, czy też jałowe? Ale jest tu coś jeszcze: „umocnij resztę” – zapytaj, czy swoim życiem, sposobem bycia, słowem, życzliwością, towarzyszeniem umacniasz innych, dodajesz im odwagi, otuchy, nadziei, czy jest wręcz przeciwnie – może zatruwasz, osłabiasz, zniechęcasz? I jeszcze jedno: „pamiętaj, jak wziąłeś i usłyszałeś” – czyli „jak otrzymałeś”. To jest pytanie o wdzięczność: czy widzisz to, co dobre w twoim życiu, umiesz się tym cieszyć, szanować? Czy widzisz, jak jesteś obdarowany, a może niepowodzenia, przykrości, zmęczenie, cierpienie zasłaniają ci cały świat? Trzymaj, co masz, by nikt twego wieńca nie zabrał! (Ap 3,11). Może jest w tych słowach pytanie o tożsamość i wierność sobie, swoim przekonaniom, swojemu sumieniu wietrze, w zależności od sytuacji, od towarzystwa, od tego, co się innym podoba, od mody. Ty się do wszystkiego dostosowujesz, jesteś jak kameleon. Gdy jesteś prawdziwy, kiedy jesteś sobą, możesz prawdziwie spotkać Boga, drugiego człowieka, możesz sensownie żyć, możesz kogoś pokochać, możesz rozróżnić to, co sensowne od bezsensu, prawdę od pozoru, dobro od zła. Ani zimny, ani gorący nie jesteś (…) mówisz: „Jestem bogaty” i „wzbogaciłem się”, i „niczego mi nie potrzeba”, a nie wiesz, że to ty jesteś nieszczęsny i godzien litości, i biedny, i ślepy, i nagi (por. Ap 3,15–17). Mamy tu zarzut letniości, a więc przeciętności i zgody na taki stan, kiedy myślę: „może nie jest ze mną najlepiej, ale też nie jest tak źle, są gorsi ode mnie”. To rzeczywiście stan niebezpieczny, niedający szans na rozwój. A przecież prawdziwa jest zasada, że kto nie idzie do przodu, ten się cofa. Dotyczy to wiary, miłości, przyjaźni, także pracy i każdej sfery naszego życia. Jest to stan uśpienia czujności, rezygnacji z ambicji, ze stawiania sobie wymagań. I rzeczywiście można nie zauważyć, że jest się biednym, ślepym, nagim, nieszczęśliwym i godnym litości. Tymczasem wiara otwiera przed nami perspektywę maksymalizmu, wyrażoną choćby w tych słowach: „Będziesz miłował Pana Boga swego CAŁYM swoim sercem, CAŁĄ swoją duszą i CAŁYM swoim umysłem” (Mt 22,37). Nie można ani wierzyć, ani kochać, ani nic innego co wartościowe i warte zachodu robić „na pół gwizdka”, bo prowadzi to do skarłowacenia człowieka. Bogu zaś zależy, abyśmy byli wielcy, byśmy dążyli do Jego poziomu. ○ ○ ○ Oczywiście słowa z Apokalipsy św. Jana oraz zarzuty (wyrzuty) są o wiele bardziej pojemne, nie wyczerpują się w powyższych przykładach. Na pewno prowokują, ukierunkowują i jednocześnie zostawiają miejsce, domagając się wsłuchania w głos sumienia. Może być to dla nas wskazówką, pomocą w rozwoju duchowym. Fragment książki „Klucz do rachunku sumienia”, która ukazała się w wydawnictwie „W drodze”. 24 marca 2015, 10:10 Urodzony w 1969 roku. Magister barci studentów. Wcześniej przełożony domu św. Jana Pawła II na Wiktorówkach, redaktor naczelny wydawnictwa „W drodze”, przeor poznańskiego klasztoru oraz duszpasterz akademicki. Mieszka w Krakowie. marek1sala naprawdę okazywałam dziś bliżnim spotkanych na mojej drodze Czy wszystkie obowiązki mojego stanu dobrze Czy nikomu nie dokuczyłem/z nikim się nie kłóciłem4. Czy odmówiłem poranny i wieczory pacież godnie i suminenie 22 votes Thanks 49 Szkola edukacja ZALOGUJ DODAJ + Religia Napisz dwa pytania do wieczornego rachunku sumienia. Odpowiedź byRadzio Czy pomagałam dzis innym ? Czy nalezycie sie zachowywalam ? Dodaj swoją odpowiedź Religia napisz dwa pytania do wieczornego rachunku sumienia napisz dwa pytania do wieczornego rachunku sumienia... Religia Napisz dwa pytania do wieczornego rachunku sumienia. Napisz dwa pytania do wieczornego rachunku sumienia.... Religia Napisz dwa pytania do wieczornego rachunku sumienia. Napisz dwa pytania do wieczornego rachunku sumienia.... Religia Pan Jezu uzdrawia naszą duszę podczas sakramentu pokuty i pojednania Przygotowujesz się do niego przez codzienny rachunek sumienia . Napisz dwa pytania do wieczornego rachunku sumienia Pan Jezu uzdrawia naszą duszę podczas sakramentu pokuty i pojednania Przygotowujesz się do niego przez codzienny rachunek sumienia . Napisz dwa pytania do wieczornego rachunku sumienia... Kazania i Konferencje PisaneSPOWIEDŹ ŚW., GRZECH I NAWRÓCENIECODZIENNY RACHUNEK SUMIENIA Ks. Dawid Pietras Zielona Góra, dn. 23 VIII 2019 O CODZIENNYM RACHUNKU SUMIENIA Praktyka kierownictwa duchowego i moje osobiste doświadczenie wiary doprowadziło mnie do przekonania jak ważna jest codzienna praktyka rachunku sumienia. A ściślej jest to podsumowanie dnia, którego najważniejszą częścią jest rachunek sumienia. Stąd powstała ta katecheza, która ukaże nam wagę tej praktyki i ułatwi jej stosowanie w naszym życiu. Bez wątpienia pomocą będą także opracowane przeze mnie na A4 schematy modlitw porannych („Rozmyślanie poranne (medytacja)”) i wieczornych („Modlitwy wieczorne. Codzienny rachunek sumienia (podsumowanie dnia)”). Św. Ignacy uważał, iż praktyka wieczornego rachunku sumienia jest ważniejsza niż poranna medytacja, choć i tej wartość jest nieoceniona. Wpisuje się to w ogólne przekonanie wiernych, że modlitwy wieczorne są ważniejsze od porannych. Obie jednak stanowią pewną organiczną całość i niejako się dopełniają. Obie praktyki mają nas jednoczyć z Bogiem, dynamizować życie duchowe poprzez nawiązywanie osobistej więzi z Chrystusem. Obie praktyki stanowią niejako klamrę spinającą dzień rano i wieczorem. Myślę, że codzienny rachunek sumienia (podsumowanie dnia) nie powinno trwać krócej jak 10 minut. Musi być to czas naszego zatrzymania się. Ważne jest więc to, by nie śpieszyć się przy tej modlitwie. Pewna zasada mówi: „Modlitwa nie znosi pośpiechu, a pośpiech znosi modlitwę”. Zasadniczo pośpiech utrudnia życie duchowe. Stąd kiedy „tracimy czas” dla Boga, wtedy dopiero uczymy się modlitwy i postępujemy w rozwoju duchowym. Modlitwa jest natomiast bramą do życia duchowego, jak pisze św. Teresa z Avila w swoim wielkim dziele „Zamek wewnętrzny”. Prócz czasu i spokoju na tej modlitwie potrzeba także odpowiedniego miejsca. Najlepsza do tego była by kaplica czy kościół z obecnym Najśw. Sakramentem. Nie każdy jednak ma taką możliwość. Dlatego próbujmy znaleźć jakieś zaciszne miejsce. Możemy mieć w domu jakiś swój ołtarzyk czy nawet kapliczkę… Możemy posłużyć się obrazkiem czy figurką, zapalić świecę na znak obecności Boga. Te zewnętrzne elementy pomagają bowiem w skupieniu i będą sprzyjać wyciszeniu. Rachunek sumienia możemy również odnotowywać sobie w zeszycie duchowym. Zaznaczać swoje zwycięstwa (+) i upadki (-), tak jak np. robiła to św. Faustyna. To da możliwość późniejszej konsultacji z kierownikiem duchowym lub stałym spowiednikiem. Będziemy mogli także porównać poprzednie adnotacje do aktualnych, zauważymy duchowy postęp lub regres. Z czasem każdy wypracuje sobie swój schemat tej modlitwy, który wpisze się w rys duchowości danej osoby. Pamiętać jednak należy i konsultować nieustannie z kierownikiem duchowym czy stałym spowiednikiem tę praktykę, uważając by nie gubić jej istotnych elementów. Uważam także, że zawsze dobrze jest mieć przed sobą rozpisany schemat tej modlitwy i się go trzymać. Natura bowiem ludzka jest wygodna i grozi nam jej zbytnie uproszczenie, czyli po prostu pójście na łatwiznę. A ważne jest to, by nie zgubić istotnych elementów. Trzeba w tym strzec się pośpiechu, ale też nadmiernego rozwlekania. Po krótkim wstępie, zastanówmy się nad schematem codziennego rachunku sumienia, a następnie powiemy sobie o owocności tej praktyki. Schemat wieczornego rachunku sumienia (podsumowania dnia) Praktyka ta składa się z kilku punktów. Wyróżnić możemy następujące: Modlitwa wstępna [Na początku należy odnieść się do Boga i prosić, by dał nam łaskę uczynkową owocnej modlitwy. W moim schemacie na A4 proponuję modlitwę do Ducha Świętego, który jest światłością sumienia i twórcą życia duchowego w duszy. Niech On oświeca nasz umysł jako kierownik i opiekun naszej duszy, niech wskazuje wszystkie tajniki naszej duszy, niech uczy nas oceniać prawidłowo wielkość win i zasług]. Stanięcie w obecności Boga [Po modlitwie wstępnej do Ducha Świętego proponuję uświadomienie sobie przed Kim staję… sam na sam. Warto wzbudzić w sobie na nowo świadomość, że to Chrystus jest moim najwyższym wzorem i że świętość, do której dążę polega na Jego naśladowaniu i wypełnianiu Jego woli. Przez pryzmat życia Jezusa Chrystusa ukaże się nam nasza nędza jako stworzenia i nagląca potrzeba naśladowania tego najwyższego Wzoru. On będzie moim sędzią po śmierci na sądzie szczegółowym i po zmartwychwstaniu na sądzie ostatecznym. Jest on też lekarzem naszych dusz, który pragnie przebaczyć nasze grzechy, a kary za nie darować. Można wyobrazić sobie sąd Boży i słowa Chrystusa, które kieruje On do nas: „Zdaj liczbę z włodarstwa twego” (Łk 16,2)]. RACHUNEK SUMIENIA OGÓLNY [Po modlitwach wstępnych, świadomi obecności Boga przy nas przystępujemy do zasadniczej części tej praktyki duchowej. Zaczynamy od złożenia Bogu DZIĘKCZYNIENIA. Okazujemy wdzięczność chociażby za wytrwanie w łasce uświęcającej, za każdą łaskę uczynkową (nie jest konieczne wchodzenie w szczegóły), za sposobność do czynienia dobra (zdobywania zasługi), pokonanie pokus, za uniknięcie większych upadków (mimo iż zdarzył się upadek) itd. Następnie PROSIMY BOGA O UMIEJĘTNOŚĆ SPOJRZENIA NA SIEBIE UCZYMA BOGA. Istotna w tej praktyce jest szczerość wobec Boga, który wszystko wie i zna nas lepiej niż my sami siebie. Owa szczerość połączona musi być z pełnym zaufaniem Bogu i cnotą nadziei, której przedmiotem jest grzechów odpuszczenie, łaska i wieczne zbawienie. Stańmy przed Bogiem jako jego ukochane dzieci. Św. Leonard a Porto Maurizio zalecał, by duchem przenieść się przed krzyż lub wyobrazić sobie, że spowiadamy się przed samym Jezusem. Kolejnym istotnym elementem jest SPOKOJNA WĘDRÓWKA PRZEZ WYDARZENIA DNIA I OKREŚLENIE STANU SERCA. Dokonać się już ona mogła w jakimś wymiarze w dziękczynieniu. Tutaj próbujemy wniknąć w myśli, słowa i czyny danego dnia. Jest to trudne, ale w myślach czasem dokonuje się niezwykle istotna walka duchowa, a także przenikając myśli możemy dobrze zdiagnozować stan naszego serca. Tu bez wątpienia należy zapytać się o wypełnienie obowiązków stanu, o to czy podejmowane decyzje były zgodne z wola Bożą… itd. Spojrzeć należy na relację do Boga (np. realizacja regulaminu doskonałości), do bliźniego (szczególnie do najbliższych) i do siebie (akceptacja siebie, szacunek do siebie itd.). Ta wędrówka przez wydarzenia dnia ukaże nam stan naszego serca, a więc czy jesteśmy w stanie łaski uświęcającej czy może w grzechu śmiertelnym. Zauważyć więc tu należy grzechy uczynione w ciągu dnia czy w nocy – powszednie i śmiertelne, jeśli zostały takowe popełnione. Wystrzegajmy się jednak wyszukiwania na siłę grzechów, by nie popaść w skrupulanctwo. Ponadto, w chodząc w poszczególny grzech warto zastanowić się nad swoim wewnętrznym usposobieniem serca, odczuciami jakie towarzyszyły popełnieniu tego grzechu oraz nad tym, co było przyczyną jego popełnienia. Teraz przychodzi czas na PRZEPROSZENIE BOGA (SKRUCHA). Widząc własne grzechy i mając na względzie nieskończoną świętość Boga, trzeba nam się pokornie zawstydzić. Przyjmijmy jednak owo zawstydzenie z radością, gdyż następuje ono w obliczu kochającego Boga. Tu istotne jest wzbudzenie aktu żalu doskonałego, czyli skruchy (jest to żal z miłości do Boga), a nie jedynie żalu niedoskonałego (ze wstydu, ze strachu przed Bożą karą, ze wstrętu do grzechu). Żal bowiem doskonały (czyli połączony z pragnieniem rychłej spowiedzi św.) usprawiedliwia duszę, gładząc już grzechy śmiertelne, lekkie i część kar za grzechy. Św. Józef Pelczar pisał: „Żal bowiem doskonały, połączony z pragnieniem spowiedzi, gładzi grzechy śmiertelne, żal niedoskonały grzechy powszednie”. Jest więc najważniejszą częścią rachunku sumienia i jest dziełem łaski Bożej. Jednak również żal niedoskonały nie jest bez znaczenia, przygotowuje on bowiem do sakramentalnej spowiedzi św., do ważności której jest on wystarczający oraz – jak pisze św. Józef Pelczar – gładzi grzechy lekkie. Nawet jeśli danego dnia sumienie nam nic nie wypomina, to przepraszajmy za grzechy uczynione dawniej, czyniąc to w duchu pokutnym i uważając się za słabego i grzesznika. Święci pokutowali za swe wcześniejsze grzechy nawet do końca życia i nierzadko dokonywali pokuty w nadmiarze. Po skrusze warto uczynić jakiś CZYN W DUCHU POKUTY. Według słów św. Augustyna jedno dobrze odmówione „Ojcze nasz” gładzi grzechy powszednie całego dnia. Można więc odmówić Modlitwę Pańską lub inne modlitwy czy akty strzeliste jako pokutę za grzechy. Można tez modlić się jakąś modlitwą w intencji uniknięcia czyśćca. Z wdzięcznością za przebaczenie grzechów, za łaskę skruchy, z radością czyńmy ten akt pokutny. Oczywiście można odmówić akt pokuty mszalny „Spowiadam się Bogu wszechmogącemu…”. Jeśli jest akt skruchy i akt pokutny, to powinien być też AKT POSTANOWIENIA POPRAWY. Wzbudzić więc należy w sobie na nowo pragnienie chrześcijańskiej doskonałości, duchowego wzrostu poprzez naśladowanie Chrystusa, Jego Matki czy innych Świętych. Tu należy zastanowić się jak odpokutować uczynione grzechy, jak zadośćuczynić za nie, jak naprawić wyrządzone innym krzywdy itd. Należy pomyśleć, jakie środki zastosować do pokonania pokus i uniknięcia dalszych upadków. Tu też prośmy Boga o światło i o siły w tej duchowej walce. Świadomie wyrzeknijmy się grzechów również tych, które płyną z nałogów i z którymi nie możemy sobie poradzić. Można też zanotować sobie swoje przemyślenia, które później będą skonsultowane z kierownikiem duchowym czy stałym spowiednikiem. Praktykę kończy DUCHOWA KOMUNIA ŚW. Serce oczyszczone poprzez skruchę pragnie duchowego zjednoczenia z Chrystusem. Takie zjednoczenie daje duchowa Komunia św., która jest Komunią pragnienia. Zapraszamy Pana Jezusa eucharystycznego obecnego w tabernakulum do naszego serca i oddajemy Mu chwałę, jak po przyjęciu Komunii sakramentalnej. Możemy sobie przy tym wyobrazić obrzęd Komunii św., a nawet samego Chrystusa udzielającego nam Komunii św. Duchowa Komunia św. jest niejako ukoronowaniem praktyki rachunku sumienia, a nawet całego dnia]. RACHUNEK SUMIENIA SZCZEGÓŁOWY [Prócz rachunku sumienia ogólnego Kościół zachęca do praktyki rachunku sumienia szczegółowego, który może mieć taki schemat jak rachunek ogólny. O. Adolf Tanquerey w dziele „Zarys teologii ascetycznej i mistycznej” pisze, że jest on ważniejszy od ogólnego rachunku sumienia (nr 466, 468) [dalej jako: ZT]. Celem tego rachunku jest zweryfikowanie realizacji przedmiotu pracy nad sobą wyznaczonego przez kierownika duchowego bądź stałego spowiednika czy po prostu wynikającego z porannej medytacji. Jego przedmiotem może więc być walka z konkretną wadą przede wszystkim wadą główną (jest ona źródłem wielu innych grzechów, niszczy lub hamuje życie duchowe) czy rozwój konkretnej cnoty (zazwyczaj na jej konkretnym poziomie). Tu zapytajmy się, czy istnieje jakiś postęp w tej pracy duchowej, np. porównując stan z poprzedniego dnia, tygodnia, miesiąca... Nawet z najmniejszego postępu się cieszmy i dziękujmy Bogu za te zwycięstwa. Wnioski płynące z tego rachunku szczegółowego winny być konsultowane z kierownikiem duchowym lub stałym spowiednikiem. Przedmiot tego rachunku sumienia przypominamy sobie podczas rannej medytacji i wzbudzamy postanowienia (przewidujemy niebezpieczeństwa, podejmujemy konkretne środki do walki), a podsumowujemy go wieczorem. Św. Ignacy zachęcał również do rachunku sumienia szczegółowego po obiedzie (w połowie dnia), tak by pamiętać przez cały dzień o tym przedmiocie pracy nad sobą. Byłyby to więc trzy rachunki sumienia – rano, w południe i przed snem]. Owocność wieczornego rachunku sumienia (podsumowania dnia) Praktyka ta przynosi wiele owoców duchowych. Wyliczyć możemy zasadniczo następujące skutki tej praktyki: Wieczorny rachunek sumienia przygotowuje nas na godzinę śmierci i na sąd szczegółowy, na którym Chrystus ukaże nam wszystkie nasze myśli, słowa i uczynki, łaski, grzechy, pokutę za nie, zasługi itd. Przypomina o tym Tomasz a Kempis w książce „O naśladowaniu Chrystusa”: „Szczęśliwy, kto zawsze ma przed oczami godzinę śmierci i codziennie przygotowuje się do umierania. (…) Zawsze więc bądź gotów i tak żyj, by śmierć nigdy cię nie znalazła nieprzygotowanego”. Stąd również w komplecie na końcu dnia w Liturgii Godzin mówimy: „Noc spokojną i śmierć szczęśliwą niech nam da Bóg wszechmogący”. A tak swoje doświadczenie mistyczne sądu szczegółowego opisuje św. Faustyna: „W pewnej chwili zostałam wezwana na Sąd Boży. Stanęłam przed Panem sam na sam. Jezus był takim, jakim jest w Męce. Po chwili znikły te Rany, a pozostało tylko pięć, w rękach, nogach i boku. Natychmiast ujrzałam cały stan duszy swojej, tak jak Bóg na nią patrzy. Jasno ujrzałam wszystko, co się Bogu nie podoba. Nie wiedziałam, że nawet z takich cieni drobnych trzeba zdawać rachunek przed Panem. Co to za moment. Kto go opisze? Stanąć naprzeciw Trzykroć Świętemu. Zapytał mnie Jezus: Kto ty jesteś? Odpowiedziałam: Ja jestem sługą Twoją, Panie. Jesteś winna jednego dnia ognia czyśćcowego. Natychmiast chciałam się rzucić w płomienie ognia czyśćcowego, ale Jezus powstrzymywał mnie i rzekł: Co chcesz, czy teraz cierpieć jeden dzień, czy przez krótki czas na ziemi? Odpowiedziałam: Jezu, chcę cierpieć w czyśćcu i chcę cierpieć na ziemi chociażby do końca świata największe męki. Jezus rzekł: wystarczy jedno. Zejdziesz na ziemię i cierpieć będziesz wiele, ale niedługo i spełnisz wolę Moją i życzenia Moje, a dopomoże ci ją spełnić jeden wierny sługa Mój. Teraz połóż głowę na piersiach Moich, na Sercu Moim i zaczerpnij z niego siły i mocy na wszystkie cierpienia, bo gdzie indziej nie znajdziesz ulgi, pomocy, ani pociechy. Wiedz o tym, ze wiele, wiele cierpieć będziesz, ale niech cię to nie przeraża” (Dzienniczek nr 36). Połóżmy więc pełni ufności naszą głowę na sercu Jezusa – jak św. Faustyna i jak św. Jan w wieczerniku. Nigdy bowiem nie wiemy, czy tej nocy nie odejdziemy do wieczności. Wtedy wzbudzony akt żalu doskonałego będzie decydujący o naszym zbawieniu, a duchowa Komunia św. będzie miała formę duchowego wiatyku (Komunii na ostatnią drogę). Niejeden zawdzięcza swoje zbawienie tej praktyce rachunku sumienia, gdyż w nocy odszedł, a bez aktu żalu doskonałego zmarłby w grzechu śmiertelnym. Św. Jan Chryzostom nauczał: „Jeśli każdego dnia uczynisz rachunek sumienia, z ufnością staniesz przed owym straszliwym trybunałem”. Również wspomniana już św. Faustyna postanawiała sobie, żeby „przy każdym rachunku sumienia wzbudzać w sobie żal doskonały, a szczególnie, kiedy się położę na spoczynek” (Dzienniczek nr 377). Rachunek sumienia przygotowuje nas do spowiedzi św. O wiele łatwiej bowiem zrobić rachunek sumienia przed spowiedzią, kiedy robimy go codziennie. Bez codziennego rachunku sumienia ucieka nam niejednokrotnie wiele grzechów, których nie widzimy lub je zapominamy. Codzienny rachunek sumienia znosi barierę, która czasem w nas tkwi, by skorzystać z sakramentu pokuty. Rachunek sumienia pomaga nam z nabywaniu i pomnażaniu cnót. Widok własnych słabości utrzymuje duszę w cnocie pokory, cierpliwości w pracy nad sobą i czujności. Wzmacnia cnotę pobożności i gorliwości, a także zaufania Bogu i nadziei. Św. Hieronim rzekł: „Jedyną doskonałością ludzi jest poznanie, że są niedoskonali”. Ponadto szlifowana jest cnota wiary, miłości, pokuty, umartwienia itd. Rachunek sumienia przypomina nam o naszym powołaniu do wieczności, o potrzebie życia w łasce uświęcającej i o pokucie za grzechy. Prowadzi także do wzbudzenia na nowo czy wzmocnienia w sobie pragnienia doskonałości, czyli świętości. Rachunek sumienia pomaga w wykorzenianiu grzechów. Dobrze czyniona praktyka podsumowania dnia prowadzi do poznania nie tylko swoich grzechów, ale i skłonności do nich, nieuporządkowanych przywiązań, słabostek, złudzeń, pokus. To wszystko ułatwia prowadzenie duchowej walki. I dlatego św. Jan z Avila nauczał: „Nie mogły długo przetrwać twoje wady, jeśli ten rachunek nadal dokonuje się w tobie”. Natomiast Tomasz a Kempis pisał: „Gdybyśmy na rok jedną wadę wykorzenili, stalibyśmy się wkrótce doskonałymi”. Rachunek sumienia zwiększa stopień chwały w niebie. Wszystkie praktyki związane z modlitwami wieczornymi są zasługami na wieczność, a więc zaowocują zwiększoną chwałą w niebie. Rachunek sumienia pomaga nam w poznaniu siebie. Już wyżej powiedzieliśmy sobie jak ważne jest poznanie siebie. Nawet sam Pitarogas wymagał od swoich uczniów, by dwa razy dziennie stawiali sobie pytania: ‘Co zrobiłem? Jak robiłem? Co opuściłem?’. O. Adolf Tanquerey poznanie siebie uważa za jeden z czterech ogólnych środków wewnętrznych prowadzących ku doskonałości (ZT nr 448-476). Ta krótka refleksja ukazuje, jak ważny w życiu duchowym jest rachunek sumienia, czy też praktyka nazywana szerzej podsumowaniem dnia. Niech Duch Święty prowadzi nas po wyżynach życia duchowego. I niech narzędziem naszego uświęcenia będzie nieoceniona w swej owocności praktyka codziennego wieczornego rachunku sumienia. Wejdźmy więc wraz z św. Teresą i tyloma Świętymi do tego zamku naszej duszy pełnego tajemnic i podążajmy stopniowo do centralnej komnaty, w której króluje nasz Pan. Wzrastajmy w cnotach i pokonujmy wady, w czym niech nam pomoże poranna medytacja, ale nade wszystko codzienny rachunek sumienia.

napisz kilka pytań do rachunku sumienia